Tomasz Słupik: Wierzę w Śląsk otwarty na nowe, na ludzi, na kultury, a jednocześnie świadomy swej tożsamości

Z dr. Tomaszem Słupikiem, kandydatem w wyborach do Sejmu z okręgu 31, z listy Koalicji Obywatelskiej z pozycji nr 24, obejmującego m.in. Katowice, Chorzów, Rudę Śląską, Tychy, Świętochłowice i Piekary Śląskie, Mysłowice, Tychy i powiat bieruńsko-lędziński, rozmawiamy o miłości do Śląska, złożoności regionu i wyzwaniach, jakie przed nim stoją. Autonomia, samorządy, ślōnskŏ gŏdka. Przyszłość i wiara w transformację. Czy Śląsk może być spokojny, bezpieczny, a jednocześnie żywy i ciekawy?

ADOK3651

Ślązag: Zacznijmy z przytupem. Po co panu to kandydowanie?
Tomasz Słupik: Może dlaczego i po co. Dlatego, że Śląsk potrzebuje ludzi, którzy się na nim znają. I po to, aby tacy ludzie byli faktycznie głosem, pozytywnymi lobbystami śląskich spraw tam, gdzie tworzone jest prawo.

Pan się zna na Śląsku?
Byłoby nieskromnym twierdzić, że znam się na wszystkim, co ze Śląskiem związane. Ale tu się urodziłem, tu wychowywałem, tu pracuję, kształcąc kolejne pokolenia. Tu wreszcie prowadzę swoje badania, dzięki czemu myślę, że mam ogląd śląskich spraw.

Śląsk jest fajny?
Najfajniejszy! I mówię to całkiem serio, mając z tyłu głowy też problemy, z jakimi ten region i jego mieszkańcy musimy się borykać. Dla mnie najfajniejsza jest jego złożoność - wyjeżdżasz z blisko 3-milionowej metropolii, żeby po 10 minutach zanurzyć się w lesie. Opuszczasz biurowce szklanych drzwi, cytując klasyka, by po chwili trafić między familoki, albo wręcz wiejskie obejścia. Do tego wszystkiego Haynysy, Gorole, ślōnskŏ gŏdka, literacki polski, Hochdeutsch, starzy, młodzi, chopy i baby - w tej różnorakiej różnorodności jest moc!

Ale przecież Śląsk cały czas się wyludnia…
To są właśnie wyzwania, jakie stają przed nami. Z jednej strony jesteśmy naprawdę świetni. Znajomi spoza regionu często zazdroszczą mi naszej bezpośredniości. Cały czas funkcjonuje archetyp uczciwego Ślązaka, mamy niezłe drogi, komunikację, która może i kuleje, ale widać że jest oczkiem w głowie lokalnych społeczności. Mamy mocne przywiązanie do miejsca, poczucie bycia stąd, a z drugiej strony - sypiące się domy, puste centra miast, całe obszary postindustrialnej beznadziei. To niestety też Śląsk.

I receptą na to byłaby autonomia?
Autonomia regionalna to hasło, które w naszym regionie funkcjonuje od lat. Jednych drażni, innych pcha do działania. O autonomii jednostki mówią i Kościół katolicki i nowoczesne teorie państwa. W wymiarze czysto technokratycznym koncepcja jak najszerszych uprawnień samorządów to nurt jak najbardziej pożądany. Tymczasem Polska od ośmiu lat odnotowuje trend odwrotny. Uprawnienia samorządów są ograniczane w praktycznie wszystkich aspektach ich funkcjonowania. Potwierdza to chociażby tegoroczny raport Fundacji Batorego. Zaliczamy zjazd po równi pochyłej.

Bo może samorządy lubią się zadłużać?
Abstrahując od przypadków skrajnych i patologicznych trzeba pamiętać, że szereg inwestycji lokalnych przerasta możliwości samorządów. Stąd z jednej strony potrzeba jak największej decentralizacji finansów, z drugiej - uruchomienia programów infrastrukturalnych oferujących tanie kredyty czy dotacje. Nie oszukujmy się, poprawa jakości powietrza, wymiana źródeł ciepła, inwestycje w szkolnictwo czy ochronę zdrowia będą wymagały zaciągania kredytów. Ważne jednak, aby zachować nad tym kontrolę. Z ekonomicznego, ale też społecznego punktu widzenia, korzyści, jakie przynoszą takie projekty przewyższają koszty, jakie trzeba ponieść. To trochę jak z kupnem mieszkania - każdy chciałby kupić tanio i za gotówkę, ale nie zawsze się da, a mieszkać gdzieś trzeba.

Ślōnskŏ gŏdka, mniejszość etniczna to naprawdę tematy istotne?
Dla znacznej części mieszkańców naszego regionu tak, co zresztą potwierdzają wyniki trzech kolejnych spisów powszechnych. Nadanie ślōnskij gŏdce statusu języka regionalnego, a Ślązakom statusu mniejszości etnicznej powinno stanowić zwykły akt prawnego uznania stanu faktycznego. Nie może być tak, że z pobudek czysto politycznych uznaje się, że czegoś nie ma. Ignorowanie głosu kilkuset tysięcy mieszkańców Rzeczypospolitej to nie są standardy w nowoczesnych demokracjach.

I taki Śląsk, z językiem, z mniejszością etniczną, z roladą, będzie atrakcyjnym miejscem na mapie?
Śląsk jako miejsce intelektualnego fermentu, Śląsk otwarty na nowe, na ludzi, na kultury, a jednocześnie świadomy swej tożsamości - jak najbardziej tak. Wierzę w Ślązaków, wierzę że transformacja, zarówno gospodarcza, jak i mentalna, jest nam potrzebna i że będzie dla nas pozytywnym doświadczeniem.

Śląsk przyszłości?
Spokojny, bezpieczny, a jednocześnie żywy i ciekawy świata. Taki, gdzie młody Francuz, Belg, Niemiec czy Australijczyk będzie chciał zamieszkać. Nie dlatego, że znajdzie posadę w jednym z biur światowej korporacji, ale dlatego że uzna, iż to świetne miejsce do życia. Do pracy, odpoczynku, z rodziną, ze znajomymi. I ja w taki Śląsk wierzę!

Tomasz Słupik - doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce, adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Publicysta zajmujący się sprawami życia politycznego i społecznego ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki górnośląskiej. Stały felietonista miesięcznika „Śląsk”. Komentator życia politycznego w ogólnopolskich i regionalnych mediach m. in. Dzienniku Zachodnim, Gazecie Wyborczej, Polityce, TVN, TVN 24, TVP, TVP Info, Polsat, Polsat News, TV Silesia, Sfera TV, Polskim Radiu 24, Radiu Katowice, Radiu eM, Radiu TOK FM, PAP oraz miesięcznikach: „Fabryka Silesia” i „Śląsk”.