"Ale co dalej?" - czyli jak wybuchło i zgasło pierwsze powstanie śląskie

W sobotnią noc z 16 na 17 sierpnia 1919 roku ruszyła nieudana próba rozniecenia powszechnego powstania na Górnym Śląsku, której przeszkodził niedobór środków, rozbicie dowództwa, przygniatająca przewaga armii Niemiec i brak odsieczy ze strony Wojska Polskiego związanego walką z Armią Czerwoną. W rocznicę tej akcji przypomnijmy wydarzenia na terenie powiatu pszczyńskiego, gdzie miały miejsce pierwsze boje.

Stanisław Krzyżowski we wrześniu 1919

Tłem powstania była fatalna wówczas sytuacja społeczna na Górnym Śląsku. Niestabilność nowej, republikańskiej władzy niemieckiej targanej rewolucyjnymi wiatrami, zdemoralizowane masy żołnierzy wracające z frontów i lokowane w tych stronach, kryzys gospodarczy i zubożenie ludności wywołane wojną światową, wzbierający agresywny nacjonalizm i w końcu „wyrośnięcie” za miedzą państwa narodowego, z którym mniej lub bardziej identyfikowała się większość Górnoślązaków - z tym musieli mierzyć się będący u władzy Niemcy.

Ludność popadała niezależnie od swoich wysiłków we wspomnianą biedę, a nastawieni propolsko musieli liczyć się także z terrorem policyjnym (z uwagi na liczne strajki i manifestacje obowiązywał tzw. stan oblężenia - nietykalność osobista została zawieszona), napadami ze strony zdemoralizowanych żołnierzy Grenzschutzu (straży granicznej złożonej w dużej mierze z byłych frontowców) i nacjonalistycznych tzw. freikorpsów - paramilitarnych ochotniczych bojówek zwożonych z całej Rzeszy.

Życie Ślązaków wyglądało coraz marniej i coraz bardziej opresyjnie.

Czarę goryczy przelała pacyfikacja górników kopalni „Mysłowice” 15 sierpnia 1919, kiedy to robotnicy w towarzystwie rodzin stawili się po wypłaty, które w tamtych czasach często były wypłacane z opóźnieniem, a wartość pieniądza była bardzo niestabilna; normą były też masowe zwolnienia. Wielotysięczny tłum wzburzony długim oczekiwaniem ruszył w kierunku dyrekcji, na co strażnicy zareagowali strzałami, od których zginęło dziesięć osób. W takiej atmosferze spora część narodu była gotowa na wszystko.

Tymczasem polski ruch oporu szykował się od kilku miesięcy do uderzenia.

Przykładowo, w lipcowym napadzie na pociąg niemieckiej armii na postoju w Tychach udało się zdobyć ok. 100 karabinów; organizowane były paramilitarne obozy i tajne szkolenia. W połowie sierpnia miała odbyć się w Strumieniu na oswobodzonym (tzw. austriackim) Śląsku Cieszyńskim narada dowódców organizacji ruchu konspiracyjnego - Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska (POW GŚ).

Nie doszło do niej, ponieważ w dniu planowanych obrad kurierzy „peowiaków” i zastępcy najwyższego dowódcy Alfonsa Zgrzebnioka zostali ujęci przez niemiecką policję; sam Zgrzebniok przebywał wtedy w Polsce. Wobec tego stanu rzeczy część gremium dowódczego znajdującego się po „austriackiej” stronie granicy poleciło dowódcom powiatowym w Rybniku i Pszczynie rozpoczęcie akcji zbrojnej - miało ono rozlać się dalej, co udało się tylko w niewielkim stopniu (poza wymienionymi głównie powiat katowicki i tarnogórski).

W ten sposób - wśród zamieszania i niepewności - rozpoczęła się historia powstań śląskich.

Początkowo samowolnemu rozkazowi przeciwstawiło się oficjalnie „właściwe” Dowództwo POW GŚ - to znaczy ci jego członkowie, których do wieczora 16 sierpnia nie zdołała aresztować tajna policja - jednak stojąc przed faktami dokonanymi Zgrzebniok i spółka wzięli odpowiedzialność za akcję. Także rybnicki dowódca z początku nie przyjął rozkazu; inaczej postąpił komendant powiatu pszczyńskiego Alojzy Fizia.

To ta ziemia ruszyła do boju jako pierwsza.

Tego dnia wypadki potoczyły się błyskawicznie - zmobilizowano bojowników, otwarto składy ukrywanej broni (m.in. na Czułowie i Glince). W Sali Ludowej przy kościele Marii Magdaleny w Tychach zaprzysiężono naprędce około 200 kolejnych członków POW GŚ. Wraz z nimi lokalny oddział urósł do ponad 500 ludzi; po 100-300 peowiaków były w stanie wystawić też Łaziska, Pszczyna, Suszec, Zgoń, Mikołów, Wyry z Wilkowyjami, Bojszowy, Kobiór i Urbanowice z Paprocanami. Dawało to w regionie łącznie siły wielkości pułku - przy dobrej organizacji i zaopatrzeniu być może byłyby nie do zatrzymania, jednak jedynie co drugi z tych około dwóch tysięcy chłopa miał do dyspozycji jakąkolwiek broń palną.

O godzinie 23 zajęto znienacka tyską pocztę (jak wspominał jeden z uczestników rajdu, nocnego stróża poczęstowano „łaskotliwym upominkiem” od którego poczerwieniał na twarzy), urząd gminy i dworzec. Atmosferę chwili dobrze oddaje relacja jednego z tyskich Niemców o tym, jak buntownicy mieli zwodzić lokalnych urzędników twierdzeniami, że za kilka godzin na Śląsk wejdzie przez Wisłę osławiona „błękitna armia” gen. Hallera.

Niebawem dołączyli do nich towarzysze z Czułowa, a między północą i trzecią w nocy toczyły się boje na Paprocanach - pierwsza bitwa powstań śląskich, w której po rozbrojeniu strażników folwarku na Urbanowicach uzbrojonym głównie w kosy i widły buntownikom udało się spacyfikować połowę stacjonującej tam kompanii Grenzschutzu (druga połowa wyruszyła w kierunku Czułowa na wieść o ujawnieniu się tam groźnych „band”).

„Radość była wielka - ale co dalej?”

Na Paprocanach udało się zdobyć dzięki wsparciu przybyłemu z Tychów spore ilości karabinów, a nawet cztery działa polowe; rankiem 17 sierpnia powstańcy wjechali do tej drugiej miejscowości w atmosferze triumfu, ale i konsternacji - nie bardzo było wiadomo, co czynić dalej, a posiłki regularnej niemieckiej armii były już w drodze.

Lokalne dowództwo odesłało część sił na rekonesans w kierunku Miedźnej, a po południu udało się odebrać rozkaz o wycofaniu się w kierunku Kobióra; w drodze, na wysokości Rubli natknięto się na pociąg pancerny przeciwnika i doszło tam do dramatycznego odwrotu przez lasy - od Pszczyny i Gostyni przebijała się niemiecka piechota, od której około 300 powstańców opędzało się rzucanymi po lesie granatami i ewakuując się w kierunku Oświęcimia.

Walczący na terenie obecnego powiatu mikołowskiego nie dali rady z uwagi na przybycie wozów pancernych oraz lotnictwa, które ostrzeliwało później Tychy. W popołudnie 17 sierpnia przybyły sporej liczbie posiłki ze stacjonujących w Pszczynie regularnych jednostek Reichswehry, z którymi jednak na tym terenie nie było już komu walczyć - okoliczni peowiacy uciekli bądź wróciło do domów chowając broń.

Całe powstanie toczyło się dalej jeszcze kilka dni, głównie w powiatach rybnickim i dzisiejszych wschodnich dzielnicach Katowic; z uwagi na brak posiłków z Polski, niedobór amunicji i przygniatającą przewagę Niemców głównodowodzący POW GŚ nakazali zakończyć całą akcję, a tabuny konspiratorów uszły na Śląsk Cieszyński i za Wisłę, gdzie na terytorium nowopowstałej Rzeczypospolitej czekali na kolejną okazję, by - jak miał powiedzieć swego czasu tyski dowódca peowiaków Stanisław Krzyżowski. -„zastąpić tę czarną wroną naszym orłem białym”, co miało miejsce niemal równo rok później.

Przy opracowaniu materiału autor korzystał z "Tychy - monografia historyczna" (2014), wyd. UM Tychy.

Stanisław Krzyżowski we wrześniu 1919

Może Cię zainteresować:

Zaczęło się w Tychach. Rocznica wybuchu I powstania śląskiego z rajdem KTK Gronie

Autor: Arkadiusz Korejwo

09/08/2023

Żubry w lasach pszczyńskich

Może Cię zainteresować:

Historia żubrów na Górnym Śląsku zaczyna się w katowickich Murckach. Tu sprowadził je książę pszczyński

Autor: Michał Wroński

13/08/2023

Robotnica a wiki

Może Cię zainteresować:

Quiz z najnowszej historii Tychów. Dziesięć niełatwych pytań!

Autor: Arkadiusz Korejwo

08/06/2023